Prokom Trefl musi wyzwolić rezerwy, jeśli chce obronić tytuł綰
W piątek koszykarze Prokomu Trefla rozpoczną w Sopocie finałową rywalizację z Turowem Zgorzelec. Nowego mistrza Polski poznamy najpóźniej 8 czerwca, jeśli do jego wyłonienia potrzeba będzie siedmiu gier. Aby obronić tytuł, sopocianie muszą wyzwolić rezerwy, których nie wykorzystali w meczach z Anwilem.
Nie podlega dyskusji, że rywalizacja półfinałowa Prokomu Trefl z Anwilem należała do najciekawszych w całej historii polskiej koszykówki. Takich emocji, znakomitej koszykówki w polskiej lidze nie oglądano dawno. Sopocianie, którzy przed rozgrywkami byli głównymi faworytami do tytułu mistrza Polski musieli się bardzo natrudzić, by dotrzeć do finału. Dlaczego tak się stało? Dlaczego Prokom Trefl potrzebował aż siedmiu meczów do wyeliminowania Anwilu?
Przede wszystkim zdumiewająca była indolencja sopockich koszykarzy na linii rzutów wolnych. W spotkaniach z ekipą z Włocławka nie wykorzystali aż 70 rzutów osobistych. Dwukrotnie w meczach zdarzyło im się nie trafić 15 wolnych, a w ostatnim nawet 17. Trener Eugeniusz Kijewski uważa, że główną przyczyną tak niskiej skuteczności jest brak należytej koncentracji. Zauważyliśmy jednak, że najniższą skuteczność sopoccy koszykarze mieli w spotkaniach 4, 5 i 7, a więc w tych, w których dobrze bronili. Czyżby zatem niska skuteczność wolnych wynikała ze zmęczenia pracą w obronie? Gdyby tak było w rzeczywistości, poprawa tego elementu w kolejnych spotkaniach mogłaby być bardzo trudna.
Kolejnym mankamentem w grze Prokomu Trefl była zbyt duża liczba strat. W siedmiu meczach z Anwilem sopocianie mieli ich aż 106, co daje przeciętnie ponad 15 w jednym spotkaniu. Nie wszystkie wynikały z dobrej obrony przeciwnika. Najbardziej kosztowne były te, do których dochodziło przy wyprowadzaniu kontrataku oraz przy podaniach piłki z obwodu w strefę podkoszową do środkowych. Zamiast zdobywać w tych akcjach punkty, sopocianie najczęściej je tracili.
Pozytywnym zjawiskiem w grze mistrzów Polski, który należałoby utrzymać, była dobra skuteczność w rzutach za dwa i za trzy punkty. W półfinale z marazmu wybudził się Huseyn Besok, który w najtrudniejszych dla drużyny chwilach koncentrował się i brał na swoje barki ciężar odpowiedzialności za wynik. A jego „trójka“ w końcówce siódmego meczu z Anwilem będzie jeszcze długo się śniła po nocach zawodnikom z Włocławka. - Jak to możliwe? - pytali samych siebie i przecierali oczy ze zdumienia obecni w hali 100-lecia Sopotu włocławscy kibice.
Coraz lepsze zmiany dla mocno eksploatowanego Christiana Dalmau dawał Tomas Pacesas. Kapitanowi sopockiej drużyny brakuje jeszcze nieco do formy, jaką prezentował w finałach poprzednich sezonów, ale z meczu na mecz gra coraz lepiej. W ostatnim spotkaniu zaliczył trzy asysty, jeden przechwyt i nie miał żadnej straty. Tak trzymać!
W piątek pierwszy mecz finału z Turowem Zgorzelec. Faworytem jest oczywiście Prokom Trefl, ale by zbytnio nie wpadać w hurraoptymizm przypominamy jedynie, że ekipa Kijewskiego ze swoim finałowym przeciwnikiem po sezonie zasadniczym ma ujemny bilans. W Zgorzelcu sopocianie przegrali 54:74, na własnym parkiecie wygrali 84:67.